Jesienią widać to najlepiej. Ściana od północy łapie zielonkawy odcień, pod parapetami ciągną się czarne smugi, a cokół porasta coś na kształt mchu. Glony na elewacji to w Lubuskiem widok powszechny — klimat mamy wilgotny, deszczu sporo, a wokół domów dużo zieleni i lasu. Dobra wiadomość jest taka, że da się to usunąć. Jeszcze lepsza — da się zrobić tak, żeby problem nie wracał co roku.
Skąd się biorą glony na elewacji
Glony i grzyby potrzebują do życia jednego: wilgoci. Zielony czy czarny nalot to sygnał, że ściana regularnie się zawilgaca i nie nadąża schnąć. W okolicach Zielonej Góry spada około 550 mm deszczu rocznie, a lasy i ogrody dokładają cień oraz wilgotne powietrze. Mikroorganizmy mają u nas jak w spa.
Najszybciej atakują tam, gdzie ściana schnie najwolniej:
- ściany północne i północno-wschodnie, które widują najmniej słońca,
- miejsca zacienione — za drzewami, przy wysokim żywopłocie, pod okapem,
- okolice rynien i parapetów, gdzie rozbryzguje się deszczówka,
- cokół, na który woda odbija się od gruntu i podsiąka z ziemi,
- mostki termiczne, czyli chłodniejsze punkty ściany, na których skrapla się para.
Szczyt sezonu przypada na jesień, od września do listopada. Długa, mokra pora roku to dla glonów najlepszy czas.
Brzydki nalot czy już prawdziwy kłopot
Na początku to głównie estetyka — dom wygląda na zaniedbany, choć wcale taki nie jest. Ale mikroorganizmy nie siedzą grzecznie na powierzchni. Z czasem wnikają w strukturę tynku, zatrzymują w nim wilgoć i przyspieszają jego niszczenie.
Tu działa prosta zasada: świeży nalot zmyjesz, zastarzały wymaga renowacji tynku. Im dłużej zwlekasz, tym głębiej problem wchodzi w ścianę i tym poważniejsza robota czeka później.
Grzyb na elewacji — jak usunąć go raz, a dobrze
Zaczynamy od mycia. Myjka ciśnieniowa wystarczy, ale z głową — 100–140 barów, nie więcej. Mocniejszy strumień potrafi uszkodzić tynk i zamiast czystej ściany masz czystą ścianę z ubytkami. Uporczywe plamy doczyszcza się miękką szczotką.
Samo mycie zdejmuje nalot, ale nie zabija tego, co siedzi głębiej. Dlatego drugi krok to preparat glono- i grzybobójczy. Nanosi się go obficie, pędzlem albo opryskiwaczem, a w praktyce najlepiej powtórzyć to dwa–trzy razy, gdy poprzednia warstwa wsiąknie. Potem środek musi popracować — zwykle dobę do dwóch, według zaleceń producenta.
Po spłukaniu elewacja musi w pełni wyschnąć, co przy dobrej pogodzie zajmuje dzień do trzech. To dobry moment, żeby uzupełnić ubytki tynku i przyjrzeć się obróbkom blacharskim oraz rynnom. Bardzo często to właśnie nieszczelna rynna jest cichym sprawcą całego zawilgocenia.
Na koniec zabezpieczenie: farba silikonowa z dodatkiem biocydów albo impregnat hydrofobowy. Bez tej warstwy cała robota ma krótki termin ważności.
Dlaczego samo mycie nie wystarczy
Widzieliśmy elewacje myte co dwa lata jak w zegarku — bo za każdym razem usuwano skutek, a nie przyczynę. Jeśli ściana dalej się zawilgaca, glony wrócą. To kwestia sezonu, może dwóch.
Trwałe rozwiązanie to farba lub tynk silikonowy z biocydami — powłoka hydrofobowa, po której woda spływa, zabierając ze sobą brud. W naszym klimacie to nie luksus, tylko standard. Do tego sprawne rynny i obróbki, bo woda musi spływać z dala od ściany. Jeśli dom stoi w cieniu drzew albo za wysokim żywopłotem, przycięcie zieleni odsłoni ścianę i pozwoli jej szybciej schnąć. Spójrz też pod nogi: teren przy cokole powinien mieć spadek od budynku, żeby deszczówka nie stała pod ścianą.
Kiedy lepiej wezwać ekipę
Z parterowym domem i świeżym nalotem poradzisz sobie sam — myjka, preparat, weekend pracy. Ekipa przyda się, gdy elewacja jest wysoka i potrzebne jest rusztowanie, gdy nalot jest stary i wszedł w głąb tynku, albo gdy obok zieleni pojawiają się pęknięcia czy odspojenia. To znak, że problem sięga głębiej niż powierzchnia.
W TRUEBAU łączymy mycie elewacji z renowacją i zabezpieczeniem — właśnie po to, żeby za rok nie zaczynać od nowa. Jeśli Twoja ściana już łapie zieleń, odezwij się — obejrzymy dom i przygotujemy wycenę w 24 godziny.